witam was ponownie :P
oto 2 część rozdziału. Mam nadzieję że wam się spodoba. jeśli tak skomentujcie, jesli nie... też skomentujcie :D
&&&
Kate bardzo powoli otworzyła bramę. Zgrzyt, który wydobył się z zardzewiałych
drzwi wzbudził w niej dziką radość. Za chwilę usłyszy głos swojego mistrza.
Podeszła do starej, bogato zdobionej skrytki. Nieśpiesznie otworzyła drzwiczki
i wyjęła urnę która była więzieniem boga podziemi. Kate wyciągnęła sztylet z torebki.
Sztylet wyglądał na bardzo ostry. Jego rękojeść była wykonana ze złota a klinga
była doprawiona diamentem. Był na niej wygrawerowany napis "malum non potest vinci".
Przeciągnęła nim po nadgarstku. Na przeciętej skórze od razu pojawiły się krople krwi,
które spłynęły na wgłębienia w pokrywce naczynia. Urna zabłysnęła krótkim, czerwonym
blaskiem. Zaczął wydobywać się z niej ciemny dym, który uformował się w prawie ludzki
kształt. Z gardła stwora wydobył się mrożący krew w żyłach wrzask triumfu.
Kate padła na kolana:
-panie...- wyszeptała, kłaniając się. Stwór powoli obrócił się w jej kierunku:
-Ach, więc to ty mnie uwolniłaś. W swoim czasie zostaniesz za to wynagrodzona.
Możesz już zniszczyć lustro, przez które wydawałem ci rozkazy.-umilkł na chwilę i obrócił się w
stronę okna:
- Wreszcie nadszedł ten czas, zemszczę się na mym bracie za wszystko co mi zrobił. Zemszczę się na
nim za to że mnie uwięził, ale szczególnie zemszczę się za pozbawienie mnie tronu podziemi.
Za pozbawienie mnie możliwości dręczenia tych przeklętych dusz. Zemszczę się za zrobienie ze
mnie pośmiewiska. Będę go powoli torturował,będę patrzył jak skomli na podłodze,
jak błaga mnie o litość!!- końcówkę wręcz wykrzyczał. Zatrwożona Kate schyliła głowę:
-ale to później- powiedział- najpierw musimy załatwić pewną sprawę...